Blog

Snæfellsnes rowerem – po raz trzeci.   Dawno planowałam kilka dni rowerem i w namiocie, taka beztroska i psychiczny relaks. Tylko miejsce wyjazdu wykuwało się w bulach. Była opcja wschodniej północy, a nawet drogi F35. Wygrał rozsądek, poziom trudności, i bliskość półwyspu Snæfellsnes. Dzień 1Poniedziałek, po pracy zapakowałem rower i następnego dnia ok. 8 byłem już w drodze. Słonko świeciło, ciepło, brak wiatru, no jak na Islandię bajkowe klimaty. Tym bardziej głupio w domu siedzieć.Pierwsze wyzwanie to Kleifaheiði -9% nachylenia i 6 km podjazdu. Okazało się to zbyt wiele jak dla mnie i silnika. Po 5 km silnik się zagrzał na, tyle że elektronika zmniejszyła jego moc, a ja już nie dałem rady jej nadrobić. Kleifakarl na szczycie Kleifaheiði Tak więc przystanąłem, dając sobie i sprzętowi odpocząć. Po 15 min silnik odzyskał kondycję i ruszyłem dalej.Pogoda dopisała, wiatr też, uśmiech i radość mi towarzyszyła aż do samego promu, jednak ja nie byłbym sobą gdybym czasem nie zawalił. Barðastrandarvegur Dawniej prom kursował rano i po południu jednak tego dnia poranny kurs się nie odbył. Tak więc spędziłem 6 godzin na przystani robić zdjęcia i korzystając ze słońca.   Brjánslækur ferry Po drodze odwiedziliśmy jeszcze Flatey, jedyną zamieszkałą z około 40 wysp […]
Read More
Svalvogar – druga wizyta   Wstęp   Svalvogar – odludny półwysep zamieszkały przez barany i nielicznych wakacyjnych mieszkańców. Półwysep odwiedzany jest przede wszystkim dla samej drogi 622. Oznaczenie sugeruje łatwą drogę, lecz powinna ona nosić oznaczenie „F” prawie w całości, a nie tylko krótkim odcinku. Od północy poprowadzona jest kilkadziesiąt metrów nad poziomem wody, a od południa niemal na poziomie wody. I nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że droga wykuta jest w skale, tworząc półkę z bardzo przerażającym nawisem. Sezonowa naprawa drogi polega na przejeździe wielkiej ładowarki, tak ładowarki, żeby zepchnąć głazy z drogi, które przegrały z erozją skał, ponad drogą. O większej naprawie nawierzchni nie ma mowy. Więc pełna jest luźnych kamieni i nierówności, strumieni i rzek.Widowiskowy odcinek, od północny ma ok. 300 metrów, a południa w sumie ok. 3 km.Na końcu półwyspu jest latarnia morska Svalvogar. Znajdują się tam również porzucone farmy, jak i zamieszkałe letnie domy. Ja widziałem tam jeden samochód, który mógł sugerować obecność człowieków. Zawalisko na północnej drodze. (zdjęcie z pierwszej wycieczki) Dawniej latarnia była zasilana energią z lądu lub pobliskiego budynku z agregatem, lecz dziś technologia wzięła górę i panele słoneczne wraz z bateriami zapewniają latarni samowystarczalność. Podcinek północny, dostępny od […]
Read More
Wulkany i inne żywioły Islandia to kraina lodu i ognia. Woda. Woda, a raczej ocean jest nieprzewidywalny i złowieszczy. Najpierw ukołysze cię do snu, a potem da ci po mordzie. Poszedłem zwiedzać wybrzeże a konkretnie położone na południowym zachodzie klify Brimketill lava rock pool. Tego dnia fale były bardzo wysokie. Był tam jednak taras widokowy, więc trochę złowieszczo uwierzyłem, że mogę tam wejść. Zignorowałem zdrowy rozsądek. Powoli, obserwując fale, podchodziłem bliżej i bliżej, starając się wyczuć, jak daleko mogę dojść. Pogoda była bezwietrzna, świeciło fajne słonce, tylko mróz przypominał mi, że w marcu wciąż jest zima. Tak więc zalała mnie fala jak stodoła, przemaczając do gaci i przy okazji niszcząc aparat, który zrobił ten film. Ciężar wody zwalił mnie niemal z nóg i gdyby nie bajerka po poszedłbym z tą wodą w ocean. Potem ktoś mi uzmysłowił, że dobrze, że nie dostałem jakimś kamieniem. To przecież taka siła, że bez trudu mogło mnie popsuć. Po godzinie, gdy już się przebrałem, pojechałem do Grundaviku. Tego dnia, godzinę po fali odnotowano trzęsienia ziemi. 4,8 st. Właśnie to trzęsienie najprawdopodobniej spowodowało te fale, które mnie zmoczyły. ARVE Error: Mode: lazyload not available (ARVE Pro not active?), switching to normal mode Trzęsienie ziemi To uczucie  jak by mnie […]
Read More
Wakacje wpadki, wzloty i inne islandzkie przygody. Część 2   Nasz siedmiodniowy dom Einarsstaðir to dom letniskowy dla grupy związkowców pracujących tu na wyspie. Dla nas to była przystań na oddech i baza wypadowa, do zwiedzania wschodniej części wyspy. Tak też się stało. 1 Pierwsze zwiedzanie – Stuðlagil Canyon.    Stary most przy parkingu nad rzeką Jökla Tym razem od wschodniej, prawidłowej strony. Rożnica polega na 10 km wędrówce. Droga była naprawiana, więc nie bardzo nadaje się do jazdy rowerem.Niemniej jednak to fajny spacer przez dwie płytkie rzeki i obok wodospadu. Przypomina mi Svartifoss, zwłaszcza przez charakterystyczne bazaltowe kolumny. Spotkałem się z nazwą Stuðlafoss, ale nie jestem tego pewny. Stuðlafoss i rzeki – wodospad po drodze Idąc dalej, trzeba przeprawić się przez kilku centymetrową rzeczkę, a potem jeszcze jedną, nieco głębszą. Szczęśliwie, można przeskoczyć po kamyczkach.Sam kanion, a raczej jego widowiskowa część jest długi na ponad 100m, głęboki na kilkanaście i widać, że kiedyś szalała tam spora rzeka.Kanionem płynie rzeka Jökla, niegdyś o wiele większa. Dziś jakieś 35 km w górę rzeki, stanęła największa 200-metrowa zapora wodna Kárahnjúkar, zamykając ogromną masę wody. W rezultacie poziom wody znacząco spad, bo wykorzystuje ją elektrownia o tej samej nazwie. Po wielkiej rzece pozostały bazaltowe kolumny, […]
Read More
Wakacje wpadki, wzloty i inne islandzkie przygody. Część 3 Plaża Reynisfjara Po tygodniu pracy zawodowej nastał kolejny tydzień wolny, tak więc wykorzystaliśmy go na ostatni wakacyjny wyjazd. Tym razem pojechaliśmy na dawno nieodwiedzane południe-Suðurland oraz dalej na wschód. Celem podstawowym był Vatnajökull. Ponieważ tego dnia pogoda była bardzo deszczowa, dlatego pojechaliśmy od razu 830 km do Höfn, który okazał się najdalej wysuniętym miejscem zwiedzania.     Fiesta w wersji minicampera ? Tu muszę wam się przyznać, że miałem już dość deszczu i namiotu więc stwierdziłem, że można spać w samochodzie. Użyłem trochę drewna, zasłonki, materac i okazało się, że w Fieście zmieściło się płaskie łóżko 170 na 120 cm, a także stolik i telewizor, było wygodnie, ciepło i sucho. Pomimo wiatru i deszczu wyjazd był bardzo przyjemny. Pole namiotowym w Höfn okazało się bardzo przyjazne, można było się wykąpać i skorzystać z kuchni przy cywilizowanym stoliku i ciepłej kawie, tym bardziej że nie wiele jest takich kempingów na wyspie. Dzień 2 Vestrahorn – magiczna góra. Po szybkiej kawie wczesnym porankiem pojechaliśmy na Stokksnes. Miejsce, szczególnie upodobali sobie fotografowie, ze względu na malowniczą górę Vestrahorn, która w połączeniu z plażą u jej podnóża i słońcu, do którego akurat miało się szczęście, stanowi niemal epicki obiekt fotograficzny. Jest […]
Read More
Wakacje wpadki, wzloty i inne islandzkie przygody.Część 1 Skólavörðustígur ulica z charakterystyczną tęczą w Reykjaviku Reykjavik, Hallgrímskirkja i Kriunes.Wakacje rozpoczęliśmy nie fortunnie. Plan zakładał na Reykjavik i rowerowe zwiedzanie miasta. Niestety, na wyspie pogodę zapowiadają znachorzy, więc pomimo słonecznej prognozy mieliśmy ciężkie opady deszczu. Miasto zwiedziliśmy pieszo i tylko w centrum, co nie wniosło w nas wielkiej satysfakcji. Pozostało zrobić parę zdjęć, wracać do hotelu, a rankiem ruszać na północ. ARVE Error: Mode: lazyload not available (ARVE Pro not active?), switching to normal mode Zgodnie z planem pojechaliśmy na północ i dalej na wschód, w okolice Egilsstaðir, zatrzymując się na noc w Húsavíku.Po drodze odwiedziliśmy znany mi Kolugljúfur Canyon. Niewielki, ale bardzo urodziwy. Bardzo ładnie widać go z drona, lecz jak zwykle to był słoneczny i bardzo wietrzny dzień. Zrobiliśmy kilka zdjęć z aparatu, pozostawiając drona na inny raz.   Kolugljúfur Canyon Wielokrotnie już tędy jeździliśmy, więc o zdziwienie, nie było ciśnienia, by kolejny raz miejsca turystyczne odwiedzać. Po krótkim postoju w Akureyri pojechaliśmy od razu do Húsavíku.Tu kolejna przeciwność losu. Aż wstyd się przyznać. W hotelu usunąłem wszystkie zdjęcia z wycieczki. Więc pozostał tylko Kościół i sztuczny ogon wieloryba.   Kadry z porannego Husaviku Po fotograficznej porażce nie pozostało […]
Read More
Spontanicznie w Kópavogur. Czerwiec 2020 Od dawna obiecywaliśmy sobie rowery i Heiðmörk Przy okazji spraw różnych, zatrzymaliśmy się w Kópavogur i Hotelu Kriunes. Hotel położony w przecudnym miejscu nad jeziorem Elliðavatn i lasem Heiðmörk , urzekł mnie niesamowitym wschodem słońca i ptakami, na tarasie za oknem pokoju. Było też jacuzzi z ciepłą wodą i przestronna jadalnia, z której widok na jezioro zachęcał do dłuższego pozostania. To był czas, gdy jeszcze po wirusowej panice gości było nie wielu. Widok z pokoju na jezioro Pierwszej nocy, nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem. Kolor wschodzącego słońca i wyjątkowa czerwień na chmurach oraz cisza zakłócana przez ptaki, sielanka. Po tarasie biegały rybitwy, młode szpaki, droździki i gwiazda – pliszka siwa. Rankiem przybyły też gęgawy ze swoim młodzieńcem. Obudziłem Kasię i zrobiłem zdjęcie. 2:45… Jedno z tych miejsc, do którego chce się wrócić. Pisklę pliszki siwej i gęgawa Główny cel wyprawy – Heiðmörk.Gdyby ktoś szukał lasów na wyspie, to dobre miejsce, by go zobaczyć. Miejsce tłumnie odwiedzane przez amatorów wszelkiej aktywności od biegania przez rowery po jazdę konną. Byli też i kajakarze. Jeden ze stromych, długich podjazdów Położony na południe od Kópavogur las, kilka jezior w powulkanicznym krajobrazie, to miejsce niemal epickie, raj dla […]
Read More