Wakacje wpadki, wzloty i inne islandzkie przygody. Część 2

admin · 14 sierpnia, 2020 · Blog, Krajobraz, wyprawy · 0 comments
Wakacje wpadki, wzloty i inne islandzkie przygody.
Część 2

 

Nasz siedmiodniowy dom

Einarsstaðir to dom letniskowy dla grupy związkowców pracujących tu na wyspie. Dla nas to była przystań na oddech i baza wypadowa, do zwiedzania wschodniej części wyspy. Tak też się stało.

1 Pierwsze zwiedzanie – Stuðlagil Canyon. 

 

Stary most przy parkingu nad rzeką Jökla

Tym razem od wschodniej, prawidłowej strony. Rożnica polega na 10 km wędrówce. Droga była naprawiana, więc nie bardzo nadaje się do jazdy rowerem.
Niemniej jednak to fajny spacer przez dwie płytkie rzeki i obok wodospadu. Przypomina mi Svartifoss, zwłaszcza przez charakterystyczne bazaltowe kolumny. Spotkałem się z nazwą Stuðlafoss, ale nie jestem tego pewny.

Stuðlafoss i rzeki – wodospad po drodze

Idąc dalej, trzeba przeprawić się przez kilku centymetrową rzeczkę, a potem jeszcze jedną, nieco głębszą. Szczęśliwie, można przeskoczyć po kamyczkach.
Sam kanion, a raczej jego widowiskowa część jest długi na ponad 100m, głęboki na kilkanaście i widać, że kiedyś szalała tam spora rzeka.
Kanionem płynie rzeka Jökla, niegdyś o wiele większa. Dziś jakieś 35 km w górę rzeki, stanęła największa 200-metrowa zapora wodna Kárahnjúkar, zamykając ogromną masę wody. W rezultacie poziom wody znacząco spad, bo wykorzystuje ją elektrownia o tej samej nazwie.


Po wielkiej rzece pozostały bazaltowe kolumny, które w słońcu mienią się kolorami. Można zejść na dół ku pamiątkowej fotografii. My byliśmy tam akurat w mokry dzień i było dość ślisko, więc asekuracyjnie nie pchaliśmy się w miejsca, gdzie zdrowy rozsądek wyrażał sprzeciw. Aż dziw, że jeszcze tam nikt nie utonął. Gorąco polecam to miejsce na spacer i zwiedzanie, nawet przy słabej pogodzie.

Droga na kanion

Wikiloc trasa wschodnia

2 Drugie zwiedzanie – Hengifoss

Kolejna wycieczka tym razem rowerem 50 km wokół jeziora, a raczej szerokiej rzeki Jökulsá i fljótsdal, która niosła masy wody z lodowca, wyglądającej jak szare ścieki. Choć dla nas wygląda nie atrakcyjnie, to jest życiodajna rzeka niosąca minerały i składniki odżywcze do oceanu.


Tego dnia świeciło piękne słońce a delikatny wiaterek, mały ruch samochodów i urok lokalnego lasu zachęcało do wycieczki właśnie rowerem.


Hengifoss

Zrobiliśmy rowerami 50 km + 5 pieszego trekingu na jeden z najwyższych wodospadów Hengifoss. Oddalony 35 km od Egilsstaðir przy drodze 95/931, stanowi fajny przystanek w drodze na zaporę Kárahnjúkar czy dalej na przełęcz Öxi i południową część wyspy.
Wodospad jest „skromny” spadając wąską nitką ze 128 metrów w otoczeniu bazaltowych skał, robi wrażenie, dopiero gdy się do niego podejdzie. Ostatnie 500 metrów jest dość trudne, lecz warto ten odcinek pokonać. Zdarza się, że dojście do Hengifoss jest zamknięte.

Litlanesfoss

Pozostaje równie ciekawy Litlanesfoss, położony w połowie drogi do większego brata, i widoki na dolinę i rzekę Jökulsá i fljótsdal. Polecam również przejechać się ok. 70 km asfaltową, górską drogą na zaporę 

 

ARVE Error: Mode: lazyload not available (ARVE Pro not active?), switching to normal mode

3 Trzecie zwiedzanie.

 

Kolejnego dnia pojechaliśmy na wschodnie wybrzeża do Seyðisfjörður. Miasto, które żyje z turystów i cotygodniowych wizyt promu Norröna. Samo miasteczko jest malutkie, ale ma kilka ciekawych miejsc.


Tvísöngur, czyli pięć kopuł dla pięciu głosów. Podobno walory potrafią docenić wyłącznie muzycy. Dla nas to było cos innego i ciekawego, coś gdzie szło się 700 m pod górę w bardzo ładnym otoczeniu. Fajny punkt widokowy na miasto.


Ostatnio również na wyspie modne stały się tęczowe przejścia dla pieszych, jak i deptaki. Jeden z nich jest tutaj. Dojeżdżając do miasta, trzeba wjechać na fjarðarheiði, górę ponad 600 m npm. Miejsce to nawet latem pokryte jest śniegiem.

Spotkaliśmy tam ART., w sumie nie wiem, co ma symbolizować. Kilkanaście monitorów ustawionych na betonowych cokołach, rozłożonych symetrycznie w kwadracie.
Po drodze można spotkać kilka fajnych wodospadów, w tym od zachodu Fardagafoss i od wschodu Gufufoss.

O ile ten ostatni jest tuż przy drodze, to ten pierwszy wymaga trzy kilometrowego spaceru. W nagrodę dostajemy miłe chwile i View na Egilsstaðir.
Tego samego dnia ruszyliśmy jeszcze do Mjóifjörður i wraku barki desantowej pozostawionej w 1966 r.

Szczerze mówiąc, dla barki nie warto tam się pchać. Może dla latarni Dalatangi uważanej za wschodni kraniec wyspy. Choć to nie do końca jest prawdą.
Wschodni odcinek drogi 953, która prowadzi do Mjóifjörður, jest bardzo stromy 17%. To znaczy, że na każde 100 m drogi wysokość rośnie o 17 m. Droga fajna, ekstremalna dla osobówki, usiana stromymi zboczami i wodospadami.


Do latarni nie dojechaliśmy, bo stan drogi obudził moje obawy, co pierwsze odpadnie, koła czy plomby w uzębieniu. Do tego zaczął padać deszcz, co przekonało nas do powrotu do Einarsstaðir. Dzień zakończyliśmy winem w ciepłym basenie.

4 Czwarte zwiedzanie

 



Czwarty dzień był chyba najmniej entuzjastyczny, postanowiliśmy zobaczyć resztę miast wschodniego wybrzeża. Neskaupstaður, Eskifjorður i Fáskrúðsfjörður to dość duże miasta, żyjące przede wszystkim z rybołówstwa, przez co i klimat był typowo portowy. Przetwórnie rybne, duże statki i ludzie żyjący w dość dobrym standardzie życia.


Przeciwieństwem były Stöðvarfjörður i Breiðdalsvík. Pierwsze miasto miało malutki port, kilka domostw i pole namiotowe. drógie, jakże modną tęczę przed hotelem. Nawiasem zastanawiałem się nad ekonomią tych miejscowości. Z czego tam ludzie żyją i co powoduje, że mieszkają w tak małych społecznościach.


Jeszcze jedno chyba największe miasto Reyðarfjörður. Miasto, które podobnie jak inne, dawniej żyło z rybołówstwa i nie działo się tu najlepiej. 
W 2008 wszystko jednak się zmieniło.
W tym czasie powstały wielkie inwestycje, za kasę, której nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Islandzki rząd chyba tez nie, bo pół europy tu pracowało.
Powstało pięć zapór w tym wspomniana Kárahnjúkar,
największa islandzka elektrownia wodna 650 MV,
43-46 km 7-metrowy tunel w skale, dla wody zasilającej elektrownie
6 km tunel samochodowy,
31 km linii wysokiego napięcia (220 kV), huta aluminium i wiele innych mniejszych inwestycji.

Niestety, Inwestycja zmieniła bieg rzeki Jökla, która płynie wspomnianym Stuðlagil Canyon. Oczywiście było wiele ekologicznych głosów sprzeciwu, lecz ekonomia, gospodarka i ludzkie potrzeby wygrały. Dlatego tez tak bardzo polecam wyprawę łatwą, asfaltową drogą  na zaporę w górach u podnóża największego lodowca europy – Kárahnjúkar. Ekonomiczna sytuacja regionu znacznie się poprawiła. Wcześniejsze bezrobocie i brak perspektyw powodowało wyludnianie regionu. Dopiero huta i inwestycje sprawiły, że region odżył.
Dla turysty to fakt, którego nie zauważy, ale dzięki temu są drogi i jest co zwiedzać.

 

 

Kolejne dni to czas powrotu do domu i pracy, tym razem bez utraty zdjęć i filmów.

CDN…