Trip to Kolugljúfur Canyon,Efrifoss, Kolufos, Svínavatn, Blönduvirkjun, Dalvik. Iceland

admin · Maj 12, 2019 · Blog, Krajobraz, Ptaki, Uncategorized, wyprawy · 0 comments


7 maja 2019.

Kolejna planowana wyprawa w rzeczywistość się przekuła. Prognozy sprawdzonie – słońce w planach. Jak się potem okazało, pogodę na Islandii przewidują chyba wróżbici. Następnego dnia spadł śnieg Pojechałem do Dalviku i Reykjahlið. Plan był prosty – ptaki.

Wodospad Efrifoss i Kolufoss w kanionie Kolugljúfur.

Podróż zacząłem o Kolugljúfur Canyon. Wodospad rzadko odwiedzany, choć niewielki to tworzy bardzo fajną minanurę swoich wielkich braci. Długi kanion, głęboki na kilkadziesiąt metrów wije się długą, krętą nitką, dlatego wodospady można pięknie sfotografować jedynie z drona. Dojazd jest prosty, choć szutrowymi odcinkami. Od głównej Þjóðvegur trzeba zjechać na drogę 715.
Zdjęcia tylko w cząstkach niestety, bo wiatr i strach nie pozwolił mi użyć drona. Trudno, jeszcze będzie okazja.
Pojechałem dalej zobaczyć hydroelektrownie w dolinie nieopodal Blönduós.
Przed Blönduós znów skręciłem z Þjóðvegur w prawo, w drogę 724, którą obok jeziora Svínavatn dojechałem do zapory i elektrowni wodnej blönduvirkjun. Można też skręcić z Þjóðvegur  za Blönduós, jest dużo lepiej, ale ja liczyłem na zdjęcia ptaków na jeziorze. Ptaków było mało, ale znalazłem oryginalny kościół.

Niesamowite widoki z drogi 731 i F35, prowadzącej do elektrowni / Amazing views from the road 731 and F35 to Hydropower Station Blöndustöð

Kanał doprowadzający wodę z turbin / Water supply channel for power plant turbines.

Most na rzece Blanda / Bridge on the Blanda river.

Koscół Auðkúlukirkja nad jeziorem Svínavatn / Auðkúlukirkja church on the Svínavatn lake.

Stare koryto rzeki,  nieczynne po wybudowaniu jednej z zapór /closed through the dam, the riverbed.

Jako pasjonat takich instalacji nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności. To bardzo ciekawe rozwiązanie powstało w wyniku zamknięcia dopływu rzeko Blanda. Poprzez wybudowanie czterech czy pięciu zapór i  kilku kanałów. Powstało przy okazji kilka jezior. Całość ciągnie się na odcinku ponad 20 km. Różnica poziomów 287 m przepływ wody 60m/3 na sekundę. Ta woda wystarczyłaby na ponad rok statystycznemu obywatelowi Polski, a elektrownia wytwarza tylko albo aż, 910 Gwh rocznie – 1/30 produkcji największego polskiego truciciela w Bełchatowie, przy czym Bełchatów widać i czuć a tutaj wszystko jest ekologiczne. Same turbiny i generatory ukryte są głęboko pod ziemią, a na powierzchni jest tylko pomieszczenie kontrolne i transformatory.

Elektrownia wodna Blöndustöð. Tutaj zaczyna sie droga F-35

Tutaj też zaczyna się droga F 35. Podobno to jedyna F-ka, którą można przejechać osobówką. Nie sprawdzałem całości, ale nie miałem problemu przejechać sporego jej odcinka moim leciwym szerszeniem.
Jeśli cała ta droga wygląda jak jej początek, to warto by ją nawet przejść pieszo. Wysokie góry i lasy, jakich na swoim zachodnim fiordzie nie znajdę. Gospodarstwa, które wyglądały jak miniaturki na ścianie ogromnej przestrzeni. Tam spotkałem bernikle białoczelne, gęgawy, łabędzie krzykliwe, wszechobecne droździki i inne małe ptaki.


W Dalviku byłem ok. 22:00 Rozszyłem namiot i poszedłem spać. Tej nocy padał śnieg.  Co to dla mnie, jako starego turysty, nie stanowi żadnego problemu. Zawsze mam ze sobą grzejnik.
Dalvik, jak to jeden mędrzec stwierdził „… jest miastem nijakim”. Nawet droga przez miasto wyglądała, jakby miała się zaraz skończyć. Drogowskaz na lewo Olafsfordur i prawo Akureyri, prom na wyspę Hirsey, kilka sklepów, pole namiotowe, basen i restauracja, gdzie jadłem świetnego łososia. Gregor’s Pub, prowadzona przez parę naszych sympatycznych rodaków.
Kolejnego dnia ruszyłem do doliny Svarfadhardalur.


Ale o tym już innym wpisie…

zBLOGowani.pl