Wycieczka na Talkni

admin · Marzec 15, 2019 · Blog, Krajobraz, wyprawy · 0 comments

Wycieczka na Talkni


Panorama na fiord

Był 4 lipca, środa 2018 roku. Zapowiadał się słoneczny dzień, a mnie nosiło. Kasia pracowała, a ja miałem wolny dzień. Postanowiłem trochę połazić, bo głupio w taki dzień samemu w domu siedzieć. Plan przewidywał zrobić coś ambitnego. Jak to kiedyś znajomy powiedział „… Ja odpoczywam spuszczając sobie fizyczny wpi…ol. Wybór? Wejść na górę ponad Patro. Jakieś 400 metrów nad poziom morza, godzina 8 rano, pomyślałem „Dam rade”. Zabrałem garść cukierków, termos kawy, i małą butelkę wody. Później się okazało, że była to najlepsza decyzja, jaką podjąłem tego dnia.
Nauczony doświadczeniem, zabrałem jeszcze jedną ciepłą bluzę i dodatkowy dres. Spakowałem nikony z obiektywami 11mm i 600mm, GoPro z kijem, telefon i dodatkowy power-bank. Ruszyłem, z planem na ok. 8 do 10 km.

Droga, gdzie spotkałem Świergotka

Pogoda tego dnia była przepiękna- zero wiatru i zachmurzenia. Już na wstępie spotkałem Świergotka. Siedział sobie na drzewie i obserwował mnie, ale szybko odleciał. Ruszyłem dalej, oklepanym szlakiem wzdłuż rzeki, gdzie zaskoczyły mnie Białorzytki. Podekscytowałem się jak nigdy wżyciu. Myślę WOW jakie fajne ptaszki. Wylatywały mi na drogę, podskakiwały ostrzegawczo i popiskiwały. W tamtej chwili było ich tam całe stado, a ja w myślach mówiłem „… nie odlatujcie, zostańcie…”. Piękne zdjęcia wtedy zrobiłem.

Białorzytka

Ptasie fotografie i panorama

Dochodząc do szczytu, zobaczyłem jeszcze Śnieguły, zresztą Śnieguły towarzyszyły mi całą górską wyprawę. Kolejną ciekawostką były Siewki, których wiele po górach biegało. Nawoływanie dorosłego ptaka jest tak charakterystyczne, że ciężko siewek nie rozróżnić. Wreszcie pojawiło się pierwsze jezioro, na którym wielokrotnie spotykałem Łabędzie krzykliwe. Na górze okazało się, że nie tylko ja postanowiłem aktywnie ten dzień spędzić. Zamieniłem kilka słów, napiłem się kawy, z uśmiechem pożegnałem mieszkankę naszego miasta i poszedłem ku celowi dnia, jak się potem okazało – przystanku w podróży.
Dotarłem do krawędzi zbocza. Zrobiłem kilka zdjęć, zjadłem cukierka, popiłem wodą i pomyślałem „… i co już?, Już do domu?…nie, Młoda godzina idę dalej”.

Śnieguła z robaczkami dla młodego i śnieguła karmiąca młode

Łabędzie Krzykliwe

Siewka Złota

Patreksfjordur- widok z góry nad miastem

Wiec poszedłem. Potem dopiero zauważyłem, co stało się największym problemem. Moje buty! Sprawdzały się podczas lipcowej, nadbałtyckiej wyprawy, którą odbyłem z synem w 2016, ale nie po tych ostrych kamieniach. Z każdym krokiem,  bardziej zaczynałem kamieniste dzikie podłoże odczuwać. Rozważałem nawet powrót. Byłem już ponad 10 km od domu  i do Tálkna – góry, od której wzięła się nazwa miasta, zostało ok. 5km. Gdzieś ok. 5 km za Tálknafjörður jest darmowy  mały basen z naturalnie gorącą wodą.

Tálknafjörður i widok na  fiord od północnej strony

Widok z końca góry Talkni

Pomyślałem nocy brak, ubrania mam, wody z jeziora nabrałem… „Fuck it – Idę dalej”. Jedyny problem stanowiły buty i tylko! garść cukierków, która wziąłem spontanicznie. Widoki, które tam napotkałem, jeziora, z których piłem wodę, ptaki, które zawsze sprawiały mi wielką przyjemność (nie tylko w rosole), to chwile, dla których warto było pocierpieć. Na końcu góry był usypany kamienny cokół z pamiątkowym zeszytem. Pamiętam, że ostatni wpis był sprzed dwóch lat. Dopisałem również swoje wspomnienie.

Ruszyłem ostatnie 200 metrów do krawędzi klifu. Obecność na wzgórzu była dla mnie niesamowitym przeżyciem. Pamiętam statki na wodach fiordu, a może już oceanu. Ciężko mi to było określić, gdyż góra dzieląca Patreksfjordur i Talkanafjordur, właśnie się skończyła. Od morza szła chmura, która wdzierała się w miejsce, w którym stałem, tworząc niespotykany na nizinach – prąd wstępujący. W jednej chwili stałem we mgle a po minucie znów w słońcu. Niesamowite uczucie. Postanowiłem usiąść i chłonąc widoki.

Południowa strona- Patreksfjordur

Powrót

Wypiłem resztę kawy i zjadłem ostatnie cukierki. Zrobiłem trochę video i jeszcze więcej zdjęć sympatycznych śnieguł z białymi łebkami. Na klifie, którym siedziałem, gnieździły się fulmary, co było słychać i czuć. Fulmary wyjątkowo śmierdzą. Ponoć w ten sposób odpędzają inne ptaki, które chciały by zająć miejsca ich gniazdowania. 
Nastał czas trudnego powrotu. Byłem bardzo zadowolony z siebie i mogłem tam siedzieć cały dzień. Żałowałem, że nie przemyślałem wyprawy, bym mógł tu zostać na noc. Zwłaszcza że poczułem ból stóp, zmęczenie i głód. Niestety znalazłem się dokładnie w połowie drogi. Nie zwlekając dłużej, ruszyłem do domu. Było ok.15. Idąc na Talkni szedłem północną częścią góry, wracając, postanowiłem trzymać się południowej strony. Więc mogłem zrobić zdjęcia od strony Patro, bardzo ładnie wyglądała plaża koło lotniska, dolina Gjögrar z charakterystyczną górą i wpasowaną weń drogą, która chyba każdego i zawsze przeraża. Jest tam muzeum, samolot DC-3 i droga na Latrabiarg.


Jeziora na górze ponad miastem, były przynajmniej cztery.

Dramatyczny koniec wyprawy

Widoki serce i oczy pieściły, a kamienie niszczyły resztki zapału, który mi był tak potrzebny, by do domu wrócić. Słońce było coraz niżej, stopy bolały przy każdym kroku, a ja zbliżałem się do jeziora, przy którym spotkałem Anne- mieszkankę Patro. Wtedy stało się coś złego. Zmęczenie wzięło górę i przewróciłem się na kamieniach. Przewróciłem tak nie fortunnie, że rozbiłem moją krajobrazową tokinę. To był punkt zwrotny. Prawie się popłakałem, z bólu, ze zmęczenia i ze straty obiektywu. Po raz pierwszy tego dnia radość przerodziła się we frustracje. Usiadłem, zdjąłem byty, ubrałem się i zasnąłem. Pół godziny dobrze mi zrobiło. Przełknąłem stratę, włożyłem buty i ruszyłem w ostatni, już z górki etap. To był długi, ciężki, i mimo wszystko bardzo fajny dzień.

Ból przeminął, obiektyw naprawiłem, i znów mam ochotę wybrać się na tę górę. Tym razem z namiotem, śpiworem, kuchenką i ciepłą herbatą. Oczywiście z lepszymi butami. Tego dnia przeszedłem 30 km. Zajęło mi to ponad 13 godzin, a najwyższy szczyt miał 515 metrów. Nakręciłem też film, stanowiący miłe uzupełnianie wspomnień.


Film z wycieczki

zBLOGowani.pl